wtorek, 25 czerwca 2013

Powroty bywają ciężkie.

Bywają, a raczej są. Zawsze. Szczególnie powroty do zdrowego trybu życia, siłowni i gotowania. Sesja praktycznie minęła. Zostało kilka przedmiotów do załatwienia, parę rzeczy do wysłania i będzie po wszystkim. Przynajmniej po wszystkim na teraz. Bo wrzesień, przy dwóch kierunkach to normalka. Przez cały czerwiec, próbowałam, jak tylko mogłam chodzić do Pure. Czasem sie udawało, a czasem byłam tak wykończona, że nie miałam siły.
Wczoraj cycling, było w miarę ok, chociaż czuję dziś  w łydkach napięcie. Głównie dlatego, że wczorajsze zajęcia były głównie na nogach. Mało było ciężkich podjazdów, wiekszość na szybkich obrotach i w górze.
Dziś chciałam iść na Xfit, czyli zajęcia odbywające się na dworzu. Jeszcze na nich nie byłam i juz chyba nie bedę do sierpnia (na lipiec karnet zamroziłam), bo dziś jest tak brzydka pogoda, że bez sensu wychodzić na dwór. Od rana pada i jest ciemno i okropnie.
Nie wiem co będę dziś robić, nie wiem co będę jeść.
Najważniejsze, że mam zamiar wrócić, zrobić ładny brzuch, być szczęśliwa. Bo sesja dała mojemu ciału w kość. Niestety.
W kolejnych postach napiszę, wszystkie nowe rzeczy jakie spotkałam w czasie sesji... oraz plany na wakacje ;D

3 komentarze:

  1. Sesja jest straszna dla diety :).

    Na napięcie w łydkach polecam rozciąganie lub joge ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. sesja= samo zło, wracaj, wracaj czekamy :)

    OdpowiedzUsuń