Zaczynam wracać. Bardzo powoli, ale jednak.
Wczoraj pobiegane, dziś pobiegane, jutro będzie tańczone na weselu. Mam nadzieję, mam motywację, mam cel.
Great Wall Marathon. Maj 2015. Zapiszę się, będę trenowac i dam radę. Będzie zajebiście :)
A dziś bieganie po mazurach ;)
piątek, 29 sierpnia 2014
niedziela, 13 lipca 2014
środa, 8 stycznia 2014
Nie łamałabym nogi, gdybym wiedziała!
Gdyby ktoś mi powiedział, że tak ciężko wraca się do formy, to nie łamałabym nogi!!!
Odkąd zdjęłam gips minął już prawie miesiąc. Noga w miarę sprawna chociaż jeszcze nie do końca.
Postanowiłam więc powolutku zacząć coś konkretnego robić. Na pierwszy ogień poszedł basen. Najpierw dla przetestowania, potem dla treningu. W sobotę pokonałam 1,5 km (60 basenów). Było ok. Pływanie jest akurat takim sportem, który można wykonywac praktycznie nie używając nóg. Ja oczywiście tych nóg używałam. Właśnie dla rehabilitacji i dla wzmocnienia. Pływałabym dalej (bo chciałam pokonać 2 km), ale niestety noga bolała mnie ze zmęczenia przy każdym nawrocie. Bałam się, że po prostu za mocno się odbiję i coś sobie zrobię więc dałam spokój.
Przedwczoraj powalczyłam ze Skalpelem. Powiem szczerze - nie było tak źle! Co prawda napociłam się jak świnia. Od połowy złamana noga drżała mi na maksa. Ale skończyłam. Jedyne czego nie mogłam w pełni sprawnie zrobić to zakroki i wszelkie momenty kiedy musiałam stawac na jednej nodze (brak równowagi). Ten Skalpel był zdecydowanie łatwiejszym skalepelem niż pierwszy który w życiu wykonałam. Więc chyba pamięć mięśniowa jednak coś znaczy! Jakaś kondycja mi została ;)
Wczoraj idąc za ciosem zrobiłam Killera. Było z nim gorzej - więcej skakania i szybkich ruchów. Połowę robiłam dużo wolniej niż Ewka, bo po prostu bałam się o nogę, uważałam na nią i robiłam wolniej, a konkretniej. Trochę martwi mnie to, że przez te skupianie się na poprawnym stawianiu nóg itp mniej pracowały mi mięśnie. W momencie kiedy powinna głównie nadrabiać chora noga - jej mięsień jakoś nie bardzo pracował, w ogóle go nie czułam, za to już czułam mięsień drugiej nogi.
No, ale dobra. Killer poszedł. Kryzys był, przeszłam się po domu i wróciłam z siłą i myślą "no nie no... nie poddam się!"
Jak widać. Jakoś idzie.
Dziś odpuściłam trening ponieważ mam strasznie dużo roboty do szkoły. Sesja się zbliża, a w dodatku ja muszę zaliczyć wszystko jeszcze w styczniu, bo potem wylatuję.
Baaardzo tęsknię za siłownią, na maksa chętnie poszłabym na pumpy, zumbe, cokolwiek! No, ale cieszę się, że sprzedałam karnet. Chociaż mnie nie kusi żeby iść. To nie byłoby dobre dla mojego zdrowia. Jest chyba za wcześnie.
Odkąd zdjęłam gips minął już prawie miesiąc. Noga w miarę sprawna chociaż jeszcze nie do końca.
Postanowiłam więc powolutku zacząć coś konkretnego robić. Na pierwszy ogień poszedł basen. Najpierw dla przetestowania, potem dla treningu. W sobotę pokonałam 1,5 km (60 basenów). Było ok. Pływanie jest akurat takim sportem, który można wykonywac praktycznie nie używając nóg. Ja oczywiście tych nóg używałam. Właśnie dla rehabilitacji i dla wzmocnienia. Pływałabym dalej (bo chciałam pokonać 2 km), ale niestety noga bolała mnie ze zmęczenia przy każdym nawrocie. Bałam się, że po prostu za mocno się odbiję i coś sobie zrobię więc dałam spokój.
Przedwczoraj powalczyłam ze Skalpelem. Powiem szczerze - nie było tak źle! Co prawda napociłam się jak świnia. Od połowy złamana noga drżała mi na maksa. Ale skończyłam. Jedyne czego nie mogłam w pełni sprawnie zrobić to zakroki i wszelkie momenty kiedy musiałam stawac na jednej nodze (brak równowagi). Ten Skalpel był zdecydowanie łatwiejszym skalepelem niż pierwszy który w życiu wykonałam. Więc chyba pamięć mięśniowa jednak coś znaczy! Jakaś kondycja mi została ;)
Wczoraj idąc za ciosem zrobiłam Killera. Było z nim gorzej - więcej skakania i szybkich ruchów. Połowę robiłam dużo wolniej niż Ewka, bo po prostu bałam się o nogę, uważałam na nią i robiłam wolniej, a konkretniej. Trochę martwi mnie to, że przez te skupianie się na poprawnym stawianiu nóg itp mniej pracowały mi mięśnie. W momencie kiedy powinna głównie nadrabiać chora noga - jej mięsień jakoś nie bardzo pracował, w ogóle go nie czułam, za to już czułam mięsień drugiej nogi.
No, ale dobra. Killer poszedł. Kryzys był, przeszłam się po domu i wróciłam z siłą i myślą "no nie no... nie poddam się!"
Jak widać. Jakoś idzie.
Dziś odpuściłam trening ponieważ mam strasznie dużo roboty do szkoły. Sesja się zbliża, a w dodatku ja muszę zaliczyć wszystko jeszcze w styczniu, bo potem wylatuję.
Baaardzo tęsknię za siłownią, na maksa chętnie poszłabym na pumpy, zumbe, cokolwiek! No, ale cieszę się, że sprzedałam karnet. Chociaż mnie nie kusi żeby iść. To nie byłoby dobre dla mojego zdrowia. Jest chyba za wcześnie.
piątek, 13 grudnia 2013
Znów na dwóch nogach!
Uf, zdjęłam gips!
Ogólnie rzecz biorąc jestem załamana miękkością mojej łydki i chudością mojej stopy. Na ćwiczenie a tym bardziej bieganie jak na razie nie ma szans. Ledwo chodzę. Zobaczymy jak będzie później.
Strasznie się martwię tą nogą.
Mogę mieć tylko wielką nadzieję, że po prostu będzie z nią wszyyystko ok. Że na wiosnę zacznę biegać i że nie będzie się za mną ciągnąć całe życie ta kontuzja.
Proszę, powiedzcie, że będzie dobrze!
MUZYKA!
Ogólnie rzecz biorąc jestem załamana miękkością mojej łydki i chudością mojej stopy. Na ćwiczenie a tym bardziej bieganie jak na razie nie ma szans. Ledwo chodzę. Zobaczymy jak będzie później.
Strasznie się martwię tą nogą.
Mogę mieć tylko wielką nadzieję, że po prostu będzie z nią wszyyystko ok. Że na wiosnę zacznę biegać i że nie będzie się za mną ciągnąć całe życie ta kontuzja.
Proszę, powiedzcie, że będzie dobrze!
MUZYKA!
sobota, 7 grudnia 2013
Jak mi minął listopad ze złamaną nogą :/
Stwierdziłam, że czas powrócić.Nie było mnie tutaj baaardzo długo. Totalnie wypadłam z rytmu, totalnie się zaniedbałam i totalnie zapomniałam o jakichkolwiek zasadach zdrowego życia.
A wszystko przez złamaną kość w stopie. Nigdy w życiu nie miałam niczego złamanego, biegałam po parkach, skakałam po murkach i krawężnikach, latałam po koncertach. Nigdy w życiu nic. I patrz... jeden koncert na którym nawet nie było dobrej imprezy. Podskoczyłam w miejscu, noga poleciała w bok i cóż... bolało. Ale przecież "nie można złamać nogi w tak banalny sposob!" Więc chodziłam na niej jeszcze dwa dni. Spuchła, bolała jeszcze bardziej, zrobiła się trochę fioletowa. Więc jednak pojechałam na pogotowie, gdzie w płaczu ("Bo nie pobiegnę półmaratooooonu!!!") i jękach, lekarz włożył mnie w gips.
![]() | |||||
| Przydały się rękawice Olimpu ;) |
Gips zdejmuję za tydzień. Karnet na siłownię sprzedałam, ponieważ mój plan na najbliższe miesiące obejmuje wylot na stypendium (o którym później), więc wiem, że nie będzie czasu chodzić na siłownię. A poza tym idą święta. Będę ćwiczyć w domu.
Co robiłam przez ten czas z gipsem? I jakie ćwiczenia można z nim robić? To ZASKAKUJĄCE! Ale większość ćwiczeń na brzuch i baaardzo dużo na pośladki mogę robić. Niestety nie ma opcji na żadne cardio... ale mięśnie brzucha utrzymuję w dobrym stanie (pod tłuszczykiem, który zebrał się od siedzenia w domu i łakomstwa). Przez cały okres gipsu mniej wiecej co 2/3 dni robiłam godzinkę brzucha/pośladków. Filmiki oczywiscie z youtube.
Co jadłam? Szkoda gadać... chipsy, Michałki, pizze, tigery (na naukę :/) ... lepiej nie bede o tym mówić. Powiem tylko... że jak złamałam nogę i zaczęłam jeść te świństwa to od razu zaczęłam śmierdzieć. Mój organizm zwariował, pot ogarnęły toksyny, a na twarzy pojawiły się pryszcze.
NIE JEDZCIE TEGO GÓWNA!
![]() | |
| Co robiłam przez większość czasu? Uczyłam się chińskiego! |
![]() |
| Tak wygląda mój brzuch teraz po treningu. Nie ma tragedii. |
Jakie plany na najbliższy czas?
Po 1. sprawić aby noga spokojnie doszła do siebie. Niestety do sylwestra to ja ostro nie poćwiczę. Zamierzam chodzić na basen, bo to chyba najmniej kontuzyjny sport który znam.
2. Musze sokie kupić opaskę na kostkę co by nic mi się nie stało z nogą. Polecacie jakieś? Albo jakieś odradzacie?
3. Odrzucić syfiaste jedzenie i zacząć znów jesć normalnie.
4. Oszczędzić COKOLWIEK na Sylwestra
5. Pojechać zaraz po Wigilii do Paryża. (Plan jest taki - łapiemy stopa i jedziemy. Wracamy na Sylwestra.)
6. Uczyć się, ogarnąć licencjat i wszystko inne co na dniach powinnam oddać.
7. Kupić Sylwestrową Kieckę! :D
![]() |
| A na koniec - mój nowy zimowy szalik! <3 |
piątek, 27 września 2013
środa, 25 września 2013
Białe? Oby się nie uzależnić!
Białko zaleca się osobom trenującym, chcącym budować masę mięśniową, ale też tych na redukcji masy.
Na moje czekałam chyba ze 3 dni od zamówienia (był weekend). Kupiłam na allegro. Zdecydowałam się na białko firmy OstroVit. Zawiera ono około 80% czystego białka. Za 1800 gram + shaker zapłaciłam 101 zł. Totalnie wszystko z nim w porządku. Wzięłam dwa smaki - truskawka i tiramisu. Mam wrażenie, że tiramisu powoduje u mnie większą sytość. Ale to pewnie tylko placebo ;D Oba smaki są pyszne.
Jak odczucia?
Po 1 - musze kontrolować ilość białka spożywaną w ciągu dnia. Mając na uwadze wieczornego shake'a, dostosowuję dietę w ciągu dnia, aby nie przedobrzyć z ilością białka.
Po 2 - piję białko tylko wtedy kiedy w ciągu dnia zrobię trening... tak, tak, robię sobie z tego shake'a pewnego rodzaju pyszną nagrodę. Nie ma treningu - nie ma białka.
Po 3 - zapycha mi żołądek, nie mam po nim ochoty nic jeść. Pije je wieczorem i jest ostatnim posiłkiem w ciągu dnia. Jest lekkie i nie czuję się po nim ociężała, a z drugiej strony na długo daje uczucie sytości.
Po 4 - poruszyło mi też pracę jelit (czy czegoś tam). Krótko mówiąc - szybko po nim robię kupę ;D
Po 5 - jak już pisałam, mam pyszne smaki. Piję je tylko z mlekiem. Z wodą nie smakują już tak dobrze. Truskawka smakuje trochę bardziej "chemicznie" niż powinna smakować, ale jest dobra. Tiramisu smakuje po prostu jak delikatne tiramisu ;)
Po 6 - szybko się rozpuszcza. Wystarczy chwilę pomachać shakerem i gotowe. Poza tym tworzy się delikatna pianka, która wg. mnie dodaje przyjemności w piciu. (Chociaż wiele osób uważa ją za wadę)
No i tyle. Piję je od jakichś 4 dni. Zobaczymy co będzie później. Myślę, że jeszcze o nim napiszę ;)
UWAGA: Wg. mnie wszystkie suplementy diety są mocno uzależniające. Bardzo łatwo wkręcić się w ich przyjmowanie i robi się ciężko, gdy przestaje się je przyjmować. Uważajcie na swoje zdrowie i pamiętajcie, że podstawa to zdrowa dieta!
wtorek, 24 września 2013
Hulaj dusza piekła nie ma.
Dzięki takiemu hula hop można ładnie pozbywać się boczków, a przy tym rzeźbić talię, zwiększyć wcięcie. Działa tez trochę na uda i pośladki. Przez działanie wypustek ujędrnia także skórę na brzuchu i talii.
Ja nie kręcę dużo. Najczęściej ogranicza się to do kręcenia i oglądania Na wspólnej. Włączam sobie TVNPlayer i lecę. 10 minut w jedną stronę, 10 minut w drugą i koniec odcinka. Idealna długość.
Początki były ciężkie. Siniaki, siniaki, obtarcia i bolące żebra. Ale przeszło, da się przyzwyczaić. Warto zacząć od kręcenia w bluzie (nie boli tak bardzo). Poza tym na początku totalnie nie umiałam kręcić w drugą stronę. Musiałam się po prostu nauczyć kręcenia od początku. To ważne ponieważ kręcąc tylko w jedną stronę, możemy stworzyć sobie niesymetryczne wcięcie w talii.
Te grube hula hop z wypustkami mają 3 poziomy 1-najsłabsze - wg mnie nie opłaca się go nawet kupować. 2-średnie - ja mam takie i już jest za słabe. 3- najmocniejsze. Ceny są baaardzo różne. Wahają się od 50 zł na alledrogo do 100 zł w sklepach sportowych (ja własnie mam takie ze sklepu).
Zdecydowanie zakup warty wydania pieniędzy.
A tutaj jeden z kawałków, które ostatnio mocno katuję. Polecam całą płytę.
Trudno przyszło, łatwo poszło.
Ile ja się zbierałam! Ile myślałam, ile kombinowałam.Bo zimno, bo ja wolę bieżnię, bo kołdra mnie nie puści, bo ciemno, bo pada deszcz, bo nie mam ubrań, bo nie dam rady, bo będzie mnie bolało gardło, bo będę chora. Wymówek było dużo. Ale jakoś w końcu wczoraj z jednym impulsem - ubrałam się i poszłam pobiegać. Ostatnio gdy biegałam po bieżni to zaczęło mi się nudzić. Stwierdziłam, że jeśli wchodzi w grę bieganie dłużej niż pół godziny - to muszę zacząć biegać na dworzu, bo się najzwyczajniej w świecie zanudzę! No więc pobiegłam.
Na prawdę myślałam, że od razu będzie mnie bolało gardło. Ale nic z tych rzeczy. Założyłam leginsy, bluzkę na długi rękaw, polar, szalik i opaskę na uszy. I było mi idealnie. Przydałyby się tylko skarpetki dłuższe, bo mi trochę wiało po kostkach.
Tak mi się spodobało, że aż 10 km przebiegłam! Nigdy jeszcze nie zrobiłam 10 km w plenerze! Nigdy nie zrobiłam ich biegnąc! Na bieżni może i mi się udało, ale wtedy połowę szłam, więc to totalnie nie to samo.
Było na prawdę fajnie, było rześko, było idealnie do biegania! To prawda! To wszystko co mówią ludzie biegający o tej porze roku. To wszystko się sprawdziło! Teraz będę biegać częściej na dworzu. Tym bardziej, że mam cel. A raczej dwa - Bieg Niepodległości i Półmaraton Św. Mikołajów. Jeden w listopadzie, a drugi miesiąc później i dwa razy dłuższy. 10 km w listopadzie się nie boję. 21 w grudniu już tak. Trzeba będzie zrobić kondycję. Już się nie mogę doczekać! :D
A jak czasy mi wyszły?
- najszybszy 1 km - 5m:21
- 5 km - 29m:43s
- 10 km - 1g:05m:15s
Całkiem mi się podoba. Całkiem jestem dumna ;D
Tym bardziej, że tego samego dnia rano byłam na Pure Pump i robiłam brzuch. :D
P.S. Potrzebuję nowej muzyki do biegania. Jeszcze nie znalazłam nic lepszego niż stare, dobre The Prodigy. Masz może coś ciekawego, mocnego co mogłabym sprawdzić?
poniedziałek, 23 września 2013
niedziela, 22 września 2013
Tanio dały dupy.
![]() |
| Vty |
Pisałam też, że kosztowały stówkę.
Pisałam oczywiście, że je sprawdzę i napiszę.
No i sprawdziłam. W tym przypadku tanio nie znaczy dobrze. Tanio znaczy słabo.
Przypomnę, że kupiłam buty firmy Vty kompletnie przypadkowo w Deitchmannie. Kosztowały 100 zł i w sklepie uznałam, że będą super, bo były bardzo lekkie i wygodne. I tutaj nadal nie zmieniłam zdania. Są to bardzo wygodne, leciutkie buty. Idealne do latania po mieście, spacerowania po parku itp. I tutaj zalety się kończą.
Buty mają totalnie słabą przyczepność, na sali podczas zwykłych wypadów się ślizgają, a co dopiero podczas pompek czy wykroków z obciążeniem :/ Kompletnie nie nadają się na salę.
| Kalenji |
Oprócz tego już teraz (po miesiącu użytkowania) zauważyłam, że zaczęła mi schodzić farba z białej podeszwy. Delikatnie, ale jednak. Jeśli dalej tak będzie to niestety je oddam do reklamacji.
sobota, 21 września 2013
Osz choroba, ale dziś dobrze zrobiłam!
Piękny dzień! Słońce! Ciepło! Wspaniałe, niebieskie niebo...
Rusz dupę i idź na spacer! Trzeba korzystać puki jest ładnie, bo zaraz się skończy!
Ja dzisiaj pomimo końcówki choroby, wybrałam się na siłownię.
No nie mogłam wytrzymać już do cholery jasnej!
Już wczoraj zrobiłam sobie w domu mały trening (10 minut rozgrzewki cardio +30 minut abs). Choroba wykończyła mój organizm i wykończyła mój mózg, który codziennie mi mówił "Idź na siłownię! Rusz się! Nie bądź leniem!"Moja biedna główka jest już przyzwyczajona do tego, żeby wmawiać mi to na co nie mam siły. Tzn... z reguły nie mam siły, ale główka mi karze więc idę i wtedy już siłę mam. Bardzo mądra główka.
![]() |
| Rozkmina końca lata. |
Najlepsze było, gdy wracałam. Właśnie wtedy zakochałam się w dzisiejszym dniu. Świeciło słońce, grzało mi w twarz. Szłam sobie w dresie ulicami, a potem parkiem i śmiałam się sama do siebie, że jest tak fajnie.
Czasem ludzie tak mają... są tak szczęśliwi, że się smieją jak głupki, a ludzie na ulicy myślą, że coś z nimi nie tak. Ja takie śmiechujki mam głównie w okresach zmęczenia po treningu. Albo gdy zrobię coś nowego... albo gdy cały dzień płynę kajakiem... albo cały dzień spędzę na stoku ze snowboardem. To mnie najbardziej uszczęśliwia. Czasem nawet myślę, że moje życie powinno polegać tylko na tym. Tylko na sporcie. Ale z drugiej strony... czy jest możliwe, żeby zajmować się w życiu tylko tą największą pasją? Są przecież inne zainteresowania, rzeczy bardziej dochodowe, bardziej konkretne.
Na czym skupić się najbardziej?
Na co przeznaczyć najwięcej czasu?
Czemu oddać się bez pochamowania?
Totalnie w tym momencie nie wiem. Czy poświęcając się temu co uwielbiam , nie dotrę do momentu w którym jedyne co mi zostanie w życiu to brak pieniędzy na życie i pasja która straci sens?
![]() |
| Let's sweat! |
piątek, 20 września 2013
Znasz Antona? - motywacja na dzień dobry
Raczej nie używa GPSa, ani żadnych innych aplikacji i udogodnień dla biegaczy. Z reguły biega bez koszulki w lekkich spodenkach i butach. Charakteryzuje go całkiem hipisowski wygląd - długie włosy i broda.
Patrząc na niego ma się ochotę powiedzieć "człowiek z lasu!". I w sumie byłoby to całkiem poprawne. Anton jest człowiekiem, który kocha naturę i uważa ją jako integralną część życia.
To zabawne... nigdy nie interesowałam się tak długimi maratonami, ani tym bardziej biegaczami, którzy gdzieś tam po drugiej stronie globu skaczą sobie po górach, skałkach i lasach. A jednak... jak zobaczyłam ten film, to tak mi się przyjemnie zrobiło. Aż mam ochotę iść pobiegać (chociaż jestem chora) Poczułam bijącą od niego witalność, zdrowie i szczęście. Ja - mieszkająca w mieście, lubiąca biegać po parku, ale bez przesady... nie marząca o domku na wsi. Nagle zapragnęłam takiego czegoś... zabrakło mi natury. Chyba trochę chciałabym pomieszkać na pustkowiu, gdzieś w górach, gdzie czas spędzałabym tylko na kontakcie z naturą. Zatęskniłam za obozami harcerskimi na których spędzałam każde lato w dzieciństwie. Siedziałam wtedy z drużyną 3 tygodnie w lesie, budowałam łóżka itp.Tworzyliśmy wtedy pewnego rodzaju "część lasu". Najpiękniejsze były poranki (chociaż mocno zimne) - pachnące, wilgotne, rześkie i zdrowe. To było coś!
A jak już jesteśmy przy bieganiu po górach - w Polsce też są tego zapaleńcy! KLIK Bieg Rzeźnika to aż 80-kilometrowa trasa po górach. Kamienie, skałki, pot, łzy i natura w pełni tego słowa znaczeniu. Czego chcieć więcej?! :D
A Ty, po zobaczeniu tego filmu... nie masz ochoty iść pobiegać?
czwartek, 19 września 2013
Jak nie poddać się jesiennemu przeziębieniu.
Wszyscy! Dosłownie wszyscy dookoła kichają, kaszlą, trzęsą się z zimna. Myślałam, że mnie to ominie. Że jako w dzieciństwie chorowałam co dwa tygodnie, teraz już tak łatwo mnie to nie złapie. No i niestety. Wystarczył jeden wyjazd, spotkanie z dwoma przeziębionymi koleżankami, Color run... i wróciłam do domu z chorobą. Nie zmogło mnie totalnie, ale codziennie mam inne objawy. Jednego dnia bolało gardło, potem zaczął się katar, potem dreszcze, a teraz kaszel. Nie chcę po raz kolejny wpieprzać się w antybiotyk, więc walczę naczej.
To kilka moich ulubionych sposobów:1. Ciepłe mleko z czosnkiem. Nie zbyt pyszne, nie zbyt wspaniałe. Powodujące zionięcie ogniem nazajutrz. Ale pomocne! Idealne na jesienne przeziębienia. Wystarczy podgrzać mleko, zetrzeć na tarce do niego czosnek (albo pokroić czy pognieść) i wypić - co jest najcięższą czynnością szczególnie dla tych którzy czosnku w dużej ilości nie lubią.
2. Herbata z miodem. Zdecydowanie pyszniejsza opcja. Jest jedna zasada! Nie wrzucamy miodu do gorącej herbaty! Trzeba poczekać, aż się trochę ostudzi, bo inaczej razem z gorącą herbatą, wyparują nam wszystkie zdrowotne właściwości miodku!
3. Syrop z cebuli - jeden z moich smaków dzieciństwa. Jest lekarstwem na ból gardła i kaszel, a przy okazji działa przeciwinfekcyjnie i wzmacnia odporność. Można go pić w okresie zimowym zanim jeszcze jakaś infekcja się pojawi. Jak go przyrządzić? Potrzebujemy tylko cebuli, cukru i słoika. Kroimy cebulę (może być w talarki), układamy gęsto w słoiku, zasypujemy jedną/dwoma łyżkami cukru i zakręcamy. Zostawiamy na jeden dzień, po czym odsączamy płyn który się pojawił. Syrop należy podawać tak jak każdy inny tego rodzaju specyfik czyli 2-3 razy dziennie.
Co prawda nie ma najlepszego smaku, ale działa!
4. Syrop z czosnku! Ta, tak, czosnek i cebula to nasi najwięksi sprzymierzeńcy w walce z chorobą.
Wyciskamy 2 główki czosnku i sok z 3 cytryn. Mieszamy i dodajemy 6 łyżek miodu. Do wszystkiego dolewamy szklankę wody i odstawiamy na jeden dzień. Na koniec odcedzamy i mamy syrop gotowy do picia.
Oprócz tych kilku sposobów, najzwyczajniej w świecie możemy pić herbatę z cytryną/sokiem malinowym. Możemy jeść dużo czosnku, cebuli i innych warzyw, które uzupełnią nasze witaminowe braki. Już teraz powinniśmy zwracać uwagę na czapki, szaliki, rękawiczki, szczególnie gdy wychodzimy z siłowi! Wieczorami jest już na prawdę zimno!
poniedziałek, 16 września 2013
Color Fun 5 km
"Prze_bieg jakiego nie było"
Od samego początku organizatorzy biegu ogłaszali furię barw, mnóstwo kolorów, niespotykaną zabawę. Jak wyszło? Całkiem przecietnie.
Wszystko odbywało się na terenie obok stadionu narodowego (wg. mnie zbyt dużym terenie). Dookoła rozstawione był food traki, stoiska, scena redbulla. Pomimo małego (pół godzinnego opóźnienia) panie z Pure Jatomi całkiem nieźle nakręciły klimat, rozgrzały (choćby emocjonalnie) uczestników, no i wszystko się rozpoczęło. Już dobiegając do pierwszego koloru powiedziałam do koleżanki "coś jasne te kolory" ... i tak też było ze wszystkimi. Niestety w porównaniu do imprezy na której byłam w Śnie Pszczoły, kolory nie zdumiewały, nie były tak wyraźne i wręcz spadały z ciuchów podczas biegu. Dystans był wg mnie idealny. Wystarczajacy dla biegaczy, nie zbyt męczący dla amatorów, spacerowy dla rodzin z dziećmi.
Co do moich osobistych wrażeń:
1. Zdecydowanie słabe kolory
2. Za mało w pakiecie (koszulka by się przydała noo!)
3. Słabo, że nie rozwinęła się żadna impreza po biegu. Fajnie byłoby nakręcić ludzi do tańca. (Chociaż z drugiej strony wiem jak to było po kolorach w Śnie Pszczoły - też wszyscy się szybko zawinęli z miejsca imprezy)
4. Dostałam ładną bransoletkę
Podsumowując: Bardzo, bardzo fajnie, że takie imprezy są organizowane. Mam tylko nadzieję, że za rok będzie dużo lepiej!
Od samego początku organizatorzy biegu ogłaszali furię barw, mnóstwo kolorów, niespotykaną zabawę. Jak wyszło? Całkiem przecietnie.Wszystko odbywało się na terenie obok stadionu narodowego (wg. mnie zbyt dużym terenie). Dookoła rozstawione był food traki, stoiska, scena redbulla. Pomimo małego (pół godzinnego opóźnienia) panie z Pure Jatomi całkiem nieźle nakręciły klimat, rozgrzały (choćby emocjonalnie) uczestników, no i wszystko się rozpoczęło. Już dobiegając do pierwszego koloru powiedziałam do koleżanki "coś jasne te kolory" ... i tak też było ze wszystkimi. Niestety w porównaniu do imprezy na której byłam w Śnie Pszczoły, kolory nie zdumiewały, nie były tak wyraźne i wręcz spadały z ciuchów podczas biegu. Dystans był wg mnie idealny. Wystarczajacy dla biegaczy, nie zbyt męczący dla amatorów, spacerowy dla rodzin z dziećmi.
Co do moich osobistych wrażeń:
1. Zdecydowanie słabe kolory
2. Za mało w pakiecie (koszulka by się przydała noo!)
3. Słabo, że nie rozwinęła się żadna impreza po biegu. Fajnie byłoby nakręcić ludzi do tańca. (Chociaż z drugiej strony wiem jak to było po kolorach w Śnie Pszczoły - też wszyscy się szybko zawinęli z miejsca imprezy)
4. Dostałam ładną bransoletkę
Podsumowując: Bardzo, bardzo fajnie, że takie imprezy są organizowane. Mam tylko nadzieję, że za rok będzie dużo lepiej!
piątek, 30 sierpnia 2013
Women's Health no 2!
Jest dres, jest leżaczek, jest balkon i woda z cytryną.
Jest relax i nowy numer Women's Health.
Chłonę!
wtorek, 27 sierpnia 2013
Nowe wyzwanie - szpagat!
Skąd się wzięło? Trochę pokręcona historia. Stwierdziłyśmy z kumpelą, że czas znaleźć męża. No i od słowa do słowa, od pomysłu do pomysłu wyszło, że trzeba umieć zrobić szpagat i wtedy faceci znajdą się sami :D hahaha głupi pomysł, ale motywacja jest! A jak jest motywacja to i sukces będzie.
Inspiracja wzięła się od Agaty o której już wcześniej pisałam. Agata zrobiła szpagat w miesiąc. Ja oczywiście nie jestem, tak rozciągnięta jak ona na początku. Ale mam nadzieję, że się uda :D
Czas realizacji:
-30 września - szpagat wykroczny (Szczerze powiedziawszy nie wiem czy dam radę, bo jestem bardzo słabo rozciągnięta. Ale będę walczyć!)
31 grudnia - szpagat poprzeczny i wykroczny
Jak to zrobię?
Ćwiczenia tej Pani. Raczej klasyczne, proste. To co ona tutaj robi, ja robię jakieś 15 minut albo więcej. Liczę do 3, wydycham powietrze, pogłębiam, liczę do 3.... itd
Wczoraj robiłam je podczas oglądania serialu, zdecydowanie się sprawdza.
I ćwiczenia tego Pana - do szpagatu poprzecznego. Oczywiście nie jestem w stanie zrobić większości tego co on, ale ważne żeby posiedzieć długo w pozycji, pogłębiać, rozciągać i zmierzać do celu!
Wczoraj robiłam ćwiczenia z obu filmów. Nie wiem czy to dobrze, że od razu rozciągam się w obie strony. Myślę, że to niczemu nie szkodzi. Dużo siedzę na podłodze, nawet teraz pisząc trochę rozciągam nogi, ponieważ po wczorajszym rozciąganiu mam delikatne zakwasy :D
Znacie jeszcze jakieś filmy albo sposoby rozciągania do szpagatów?
Chętnie obejrzę, poczytam, przetestuję.
Inspiracja wzięła się od Agaty o której już wcześniej pisałam. Agata zrobiła szpagat w miesiąc. Ja oczywiście nie jestem, tak rozciągnięta jak ona na początku. Ale mam nadzieję, że się uda :D
Czas realizacji:
-30 września - szpagat wykroczny (Szczerze powiedziawszy nie wiem czy dam radę, bo jestem bardzo słabo rozciągnięta. Ale będę walczyć!)
31 grudnia - szpagat poprzeczny i wykroczny
Jak to zrobię?
Ćwiczenia tej Pani. Raczej klasyczne, proste. To co ona tutaj robi, ja robię jakieś 15 minut albo więcej. Liczę do 3, wydycham powietrze, pogłębiam, liczę do 3.... itd
Wczoraj robiłam je podczas oglądania serialu, zdecydowanie się sprawdza.
I ćwiczenia tego Pana - do szpagatu poprzecznego. Oczywiście nie jestem w stanie zrobić większości tego co on, ale ważne żeby posiedzieć długo w pozycji, pogłębiać, rozciągać i zmierzać do celu!
Wczoraj robiłam ćwiczenia z obu filmów. Nie wiem czy to dobrze, że od razu rozciągam się w obie strony. Myślę, że to niczemu nie szkodzi. Dużo siedzę na podłodze, nawet teraz pisząc trochę rozciągam nogi, ponieważ po wczorajszym rozciąganiu mam delikatne zakwasy :D
Znacie jeszcze jakieś filmy albo sposoby rozciągania do szpagatów?
Chętnie obejrzę, poczytam, przetestuję.
How's that
A co w moim treningowym życiu? Ostatnio słabo, nightskating (dla mnie prawdopodobnie przedostatni w tym sezonie :( ), weekend w Wawie, potem Łódź, w końcu Toruń i 3-dniowa wizyta moich sióstr w czasie której pewnie nie bardzo będę miała czas pójść na siłownię.
Ale za to kupiłam sobie nowe buty! Są świetne! Leciutkie i wygodne prawie jak free runy. I to za jedyne 100! Znalazłam je w Deitchmanie, kompletnie przypadkowo (z resztą jak zwykle :P) Co prawda jeszcze nie testowane w biegu, ani na silowni, ale chodzilam w nich po domu caly dzień i je kocham ;D
Plany wrześniowe:
15-go Color_Fun 5km
29-go Bieg na piątkę
Czyli w pewnym sensie robię podsumowanie tego co zrobiłam w tym roku. Jeszcze nigdy nie startowałam w takich biegach. W sumie zainteresował mnie Maraton na rolkach który odbywa się w ramach Maratonu Warszawskiego. Ale to są 42 km które trzeba zrobić w czasie 2,5h z tego co rozumiem. Więc to chyba nie dla mnie. Ja robię jakieś 25 km w 2h.
Coś dla ucha albo bardziej oka.
niedziela, 11 sierpnia 2013
Za duże łapy.
Co tam u Was? Coś tam u mnie.
Treningi lecą całkiem ładnie. Co prawda jedzenie nie jest idealne, motywacji do nauki też nie ma (a powinna być i to nie mała). Motywacja do ćwiczeń jest ogromna! Dziś udało mi się znów zrobić 5 km biegiem na powietrzu. Często zdarza mi się to na siłowni, a na dworzu jakoś biegać nie lubię. Ale jestem z siebie dumna. Chociaż już teraz czuję, że powietrze jest chłodniejsze i biega mi się mniej przyjemnie niż w te upały, które były jeszcze kilka dni temu. Na serio je lubiłam, lubiłam w ten upał jechać 20 km na rowerze, lubiłam biegać i robić inne rzeczy w takich temperaturach. Będę za nimi tęsknić.
Wczoraj byłam na nowiutkim basenie uniwersyteckim w Toruniu. Można się do wielu rzeczy przyczepić, mógłby być totalnie lepszy i nowocześniejszy... i praktyczniejszy. No, ale zbudowali taki jaki jest (np. bez normalnych trybun) więc trzeba się zadowolić tym, że w ogóle jest. I to całkiem blisko mojego mieszkania! :D Zrobiłam wczoraj 2,5 km i jestem radosna.
Dziś robiąc Skalpel zauważyłam, że moje barki są większe. To na 100% skutek tego, że w ostatnich tygodniach popływałam trochę więcej niż zwykle.
Nie wiem czy to widać na zdjęciach. Uważam, że mam za duże ramiona i te mięśnie takie przy karku. Nawet nie wiem co miałabym robić, żeby je zmniejszyć. Nawet w google wpisałam "jak zmniejszyć biceps", ale nic takiego nie ma. Wszyscy chcą zwiększać :D
A może to już paranoja i obsesja na punkcie ramion?
Muszę ograniczać basen, to akurat pewność.
A tak poza treningami... to robiłam z mamą ostatnio dżem :D W sumie miałam mały wkład, ale jednak! Będę miała dżemiki z brzoskwiń i wiśni na zimę. Jest radość! :)

Macie tutaj jeszcze jeden niemały motywator.
Bo marzenia i cele są po to, żeby je spełniać!
Treningi lecą całkiem ładnie. Co prawda jedzenie nie jest idealne, motywacji do nauki też nie ma (a powinna być i to nie mała). Motywacja do ćwiczeń jest ogromna! Dziś udało mi się znów zrobić 5 km biegiem na powietrzu. Często zdarza mi się to na siłowni, a na dworzu jakoś biegać nie lubię. Ale jestem z siebie dumna. Chociaż już teraz czuję, że powietrze jest chłodniejsze i biega mi się mniej przyjemnie niż w te upały, które były jeszcze kilka dni temu. Na serio je lubiłam, lubiłam w ten upał jechać 20 km na rowerze, lubiłam biegać i robić inne rzeczy w takich temperaturach. Będę za nimi tęsknić.
Wczoraj byłam na nowiutkim basenie uniwersyteckim w Toruniu. Można się do wielu rzeczy przyczepić, mógłby być totalnie lepszy i nowocześniejszy... i praktyczniejszy. No, ale zbudowali taki jaki jest (np. bez normalnych trybun) więc trzeba się zadowolić tym, że w ogóle jest. I to całkiem blisko mojego mieszkania! :D Zrobiłam wczoraj 2,5 km i jestem radosna. Dziś robiąc Skalpel zauważyłam, że moje barki są większe. To na 100% skutek tego, że w ostatnich tygodniach popływałam trochę więcej niż zwykle.
Nie wiem czy to widać na zdjęciach. Uważam, że mam za duże ramiona i te mięśnie takie przy karku. Nawet nie wiem co miałabym robić, żeby je zmniejszyć. Nawet w google wpisałam "jak zmniejszyć biceps", ale nic takiego nie ma. Wszyscy chcą zwiększać :D
A może to już paranoja i obsesja na punkcie ramion?
Muszę ograniczać basen, to akurat pewność.
A tak poza treningami... to robiłam z mamą ostatnio dżem :D W sumie miałam mały wkład, ale jednak! Będę miała dżemiki z brzoskwiń i wiśni na zimę. Jest radość! :)

Macie tutaj jeszcze jeden niemały motywator.
Bo marzenia i cele są po to, żeby je spełniać!
sobota, 10 sierpnia 2013
Co zakładam na siłownię.
Napiszę dziś o kilku ciuszkach w których ćwiczę.
Najpierw biustonosz (czyli podstawa kobiecego fitnessu!)
Na samym początku ćwiczyłam w normalnym biustonoszu na który
miałam założony taki sportowy top i na to jeszcze bluzkę. Było ok… tyle, że
podczas treningów zwykłe biustonosze się po prostu niszczą, często uwierają i
nie pełnią swojej roli tak jak powinny. Trochę nosiłam się z kupnem sportowego
biustonosza, pierwsze na co zwróciłam uwagę przy wyborze to to, aby miał on
zapięcie. Nie chciałam topu tak po prostu wkładanego, bo twierdziłam (i twierdzę
do tej pory), że rozciągnie się on podczas częstego zakładania i zdejmowania, i
nie będzie już taki dobry. No i w końcu, wybrałam się na zakupy, przeszukałam
Decathlon, sieciówki sportowe i znalazłam ten prawie idealny w sklepie
Nike.
Jestem naprawdę zadowolona z kupna tego biustonosza. Dzięki
temu, że jest zapinany z tyłu – mam pewność, że się nie rozciągnie i że dobrze
trzyma mój biust. Zapięcie kompletnie nie uwiera, jest proste w obsłudze i w
ogóle go nie czuć podczas treningu. Nie wiem tylko, czy do moich piersi nie
powinnam mieć, pomimo wszystko, biustonosza, który będzie podtrzymywał je
oddzielnie. Mam rozmiar małe C i w teorii do końca pewna nie jestem. No, ale w
praktyce sprawdza się ten więc chyba jest ok. ;D Kupiłam rozmiar B/C. Biustonosz
jest idealnie przyległy, obcisły i wygodny. Nawet podczas ciężkich treningów z mnóstwem
podskoków i szeroką gamą ruchów – nic mi się nie przesuwa i nie boli, nie muszę
się łapać z piersi, gdyż mój biustonosz idealnie je podtrzymuje ;D
Poza tym jest po prostu ładny. Mógłby mieć trochę żywszy
kolor, ale ten też jest fajny.
Co do wad… bo przecież nie mogłoby się bez nich obyć.
Biustonosz ma trochę zbyt cienkie ramiączka. Na początku stwarzało to dyskomfort
i bałam się po prostu, że będzie mnie uwierać cały czas. Po czasie jednak
przyzwyczaiłam się i teraz jest już ok. ;D
A teraz spodnie:
Pierwsze, które kupiłam (i moje ulubione) to Adidaski Essentials, za kolano,
idealnie przyległe. Gdy je pierwszy raz przymierzyłam, szycia z tyłu wydawały
mi się dziwne i krzywe. Ale stwierdziłam, że wyglądam w nich dobrze więc
kupiłam. Ćwiczę w nich już kilka miesięcy i nie mam zastrzeżeń. Idealne na
siłownie, na pilastes, na fitness. Można się rozciągać i można skakać. Nie
spadają, nie uwierają. Dużą zaletą jest to, że mają dość wysoki stan co od razu
poprawia wygląd brzucha, delikatnie opina, a przy tym nie ściągają się z tyłka np.
podczas jogi. Ogólnie kocham je, są na prawdę rewelacyjne.![]() |
Kolejne spodenki to już Nike do biegania. Kupiłam je w sumie
przypadkowo. Od dłuższego czasu rozglądałam się za krótkimi spodenkami na lato,
ale nic konkretnego nie spotykałam. No i nagle się natknęłam na Nike Twisted
Tempo Short. Są wygodne, nie uwierają, raczej nie krępują ruchów. Fajnie wyglądają,
ciekawie łączą kolory. Największą ich zaletą jest to, że mają z tyłu kieszonkę
idealną na telefon. Nie mam jeszcze opaski, żebym mogła biegać z telefonem na
ramieniu, więc kieszonka sprawdza się idealnie podczas biegania. Poza tym
zawsze mogę tam wrzucić 2 zł na wodę i klucz od domu, co na prawdę jest zbawieniem. Ponadto z tego co
czytałam, wyposażone są w elementy odblaskowe (białe szycia), które widoczne są
podczas wieczornych treningów. Ale tego akurat nie sprawdziłam, nie wiem czy
rzeczywiście światło się odbija od tych paseczków.Ogólnie rzecz biorąc mam wielką nadzieję, że z nowym rokiem akademickim kupię jeszcze kilka rzeczy :D Mam ochotę na jakieś leginsy znów. Na zimę byłyby idealne. KOCHAM SPORTOWE CIUCHY!
Wykorzystano zdjęcia: www.keller-sports.com, www.fitnesstrening.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















